myśli wiele


Kogo to obchodzi

Miałam zacząć już wiele razy i za każdym z nich coś stawało na mojej drodze. Albo raczej ja stawałam na swojej własnej drodze z moją wiecznie aktywną głową.  

Na początku przeraziła mnie permanentność internetu, mój digital footprint. A przecież mam już go tak wiele. Każdy widział moje, udolne bądź nie, próby taneczne na instagram story, każdy mógł odnaleźć moje zdjęcia z aparatem na zębach i śmiać się z moich niewyszukanych opisów sprzed lat, tak jak moja młodsza kuzynka w ostatnie święta. Jeśli ktoś naprawdę chciałby się ze mnie pośmiać, daję ku temu bardzo dużo okazji , zarówno na żywo, jak i w przestrzeni internetowej. Od dziecka byłam wystawiona na sporą dawkę śmiechu ze strony mojej rodziny. Miałam przezwisko “lama”,  co teraz jest dla mnie śmieszne i urocze, a w tamtym czasie nauczyło mnie dystansu do siebie (ale oczywiście nie bez strat moralnych). Z tego względu zwykle, jako dorosły człowiek miałam poczucie, że stać mnie, by być autentyczną, by po prostu być sobą i pokazywać siebie w każdej przestrzeni, w jakiej się znajdywałam. Ale z pisaniem jest inaczej. Nie ma żadnej bariery między moimi myślami, a światem – najbardziej bezpośrednia z form ekspresji. Musiałam wypracować sobie nową przestrzeń bez lęku przed oceną. 

Znajduję nieopisywalną rozkosz w byciu dziwną osobą w miejscach publicznych – tańczę w parku, jestem pierwsza na parkiecie w klubie, śmieję się głośno i ogólnie jestem tak bardzo daleka od bycia nonszalancką i tajemniczą, jak to tylko możliwe. I uwielbiam to w sobie. Nie mam żadnych obaw przed tym, co pomyślą nieznani mi ludzie. Po co miałabym je mieć? Zupełnie mnie nie obchodzi, że ktoś, kogo nie znam i kto nie zna mnie, osądzi mnie w jakikolwiek sposób. Także jeśli jesteś obcą mi osobą, czytającą to – nie boję się w żaden sposób tego, co pomyślisz. 

Jeśli czytasz to, jako jedna z bliskich mi osób z grona rodziny lub przyjaciół – do pewnego stopnia wszystkie te rzeczy o mnie wiesz i mimo wszystko jesteśmy blisko, więc to też nie jest główne źródło mojego lęku przed upublicznieniem swojego wnętrza na użytek świata.  

Myślę, że grupą, która powstrzymywała mnie w moich myślach najdłużej, jest jakże osobliwa i szeroka grupa ludzi, którzy znają mnie w małym stopniu i tylko z jednej strony. Ta ekipa, z którą się imprezowało na studiach, ale nic poza tym, ten chłopak, z którym byłam na dwóch randkach i nawet nie zdążyliśmy się przed sobą otworzyć, dziewczyny, z którymi myślałam, że się zaprzyjaźnię, a wyszło inaczej, ludzie, którzy znają mnie z poprzednich żyć, gdy nosiłam wyżej wspomniany aparat na zęby. Krótko mówiąc – ludzie, którzy nigdy nie poznali prawdziwej mnie albo nie znają obecnej mnie, ale nasze drogi gdzieś się przecięły. Myśl o tym, że któraś z tych osób odczytuje innym fragment tego tekstu i wspólnie się z niego śmieją napawała mnie lękiem wystarczająco paraliżującym, żeby powstrzymać mnie od upubliczniania swoich myśli. Potem stała się rzecz wyjątkowo prozaiczna – przeprowadziłam się kompletnie sama do innego kraju i po paru miesiącach, zauważyłam, że mam to gdzieś. Te myśli zniknęły. Skoro mogłam sama odnaleźć się w innym kraju, to mogę też mieć w dupie, co pomyśli o mnie tamta dziewczyna z liceum. Jakże uwalniające uczucie. Nie obchodzi mnie to. I w całym swoim egoizmie pominęłam to, że pewnie tych ludzi też to wcale nie obchodzi. Bo czemu w sumie by miało?  

Ale wtedy pojawiła się druga strona medalu: kogo to obchodzi? 

Skoro nikogo w sumie to nie obchodzi, to po co ja w ogóle piszę ten tekst? 

W całej swojej cynicznej powłoce, nadal wierzę w pokrewieństwo dusz, nadal wierzę w sztukę i w wielki wpływ przypadkowych niekiedy ludzi na nasze życie. Bo przeczytałam tekst Karoliny i poczułam, że część mnie, która nigdy nie czuła się zrozumiana, dostała siostrę. Bo tyle razy słuchałam piosenek, które potrafiły opisać dokładnie, co czuję. Bo zobaczyłam obraz Georgii O’Keeffe Abstarction blue w nowojorskiej MoMie i się rozpłakałam. Bo tak bardzo potrafię poczuć tak wiele momentów i to piękne, i trudne, i może ktoś poczuje się zrozumiany. 

Oraz egoizm. Jak zwykle egoizm. Robię to głównie dla siebie, tak jak wszyscy artyści przede mną i wszyscy po mnie i nie ma w tym nic szokującego, ani złego. 

Także oddaję na Wasze ręce moje myśli, te piękne i brzydkie,  ale wszystkie prawdziwe. I pewnie zaprzeczę sobie milion razy, i drugie milion – zmienię zdanie. I będę myślała, że już coś zrozumiałam, coś odkryłam, a później okaże się, że jestem nadal na początku drogi. 

 I to zabrzmi,  jak banał, ale powiem to i tak: czas leci szybko, a ja nie chcę choć przez minutę nie być w pełni sobą. 

(Perfect places od Lorde, bo przyjaciółka powiedziała mi kiedyś, że tak, jak w tej piosence, jestem osobą, która stwarza sobie piękne miejsca i piękne życie. Do teraz to najlepszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam. Nie mogę się zgodzić w pełni, ale może coś w tym jest, bo właśnie stwarzam sobie tu nowe, piękne miejsce). 

Komentarze

2 odpowiedzi do „Kogo to obchodzi”

  1. Awatar zolti
    zolti

    Piękny tekst! Napisałem komentarz na Ig ale chyba masz zablokowane 🙁 w każdym razie szacunek za odwagę i mega fajnie się to czytało 😁

    1. Awatar admin

      Rzeczywiście muszę mieć coś zablokowane, bo nic nie dotarło :/ Dziękuję pięknie <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *