myśli wiele


Odwrócona Carrie Bradshaw

Czuję się jakbym tańczyła trzeźwa na imprezie, na której wszyscy są na kwasie, czyli tak, jestem niemal ostatnią singielką w grupie najbliższych przyjaciół i rodziny. Gdzie nie pójdę wszyscy trzymają się za ręce i tańczą opętani plagą, do której nie mam dostępu. Przesadzam? Na pewno. Ale kiedy słuchanie o kolorach bokserek nowego faceta stało się ważniejsze od rozmowy o książkach? Jakim cudem w całej tej emancypacji, z całkowicie wolną wolą, wykształceniem i wachlarzem możliwości ciągle i od nowa wybieramy facetów, jako nadrzędny temat naszych babskich rozmów? Gdzieś między dawnymi bajkami Disneya, w których książę mimo wstąpienia na ekran na ostatnie 5 minut jest zbawcą a nową płytą Sabriny Carpenter, która stawia mężczyzn w centrum uwagi, zgubiłyśmy wszystko, co w nas inne od romantycznej miłości. Ah żeby to jeszcze była miłość! Miłości hołduję, z miłością się zgadzam, z jako nadrzędnym celem egzystencji. Ale to jest uzależnienie, to jest umniejszanie samym sobie. Przyjaźń, sztuka, edukacja, książki, plany, marzenia, wyższe wartości! Jest tyle tematów do wyboru! Mogę podać ściągę, proszę, nie gadajmy już o jego ulubionych dodatkach na pizzy…

I nie zrozumcie mnie źle. Z chęcią się dowiem, jak świetnie prosperuje nowa relacja mojej przyjaciółki, zdecydowanie wysłucham, gdy ma jakiś problem w związku. Są momenty, w których relacje romantyczne nas pochłaniają i wymagają naszej wzmożonej uwagi i to jest normalne. Ale mi nie chodzi o to. Chodzi mi o  stawianie kogoś na piedestale, o  zmianę swojego ulubionego koloru na jego, o wyplewianiu swojej osobowości i zastępowaniu jej miłością do niego, jakby była najwyższą wartością, jakby nic innego już nie miało znaczenia.

Nie tak bardzo odeszłyśmy od mentalności XIX wieku. Jo March niczego nas nie nauczyła w swojej płomiennej przemowie, o tym, że kobiety mają nie tylko serca, ale też umysł i duszę. Gdzie ten umysł i dusza?

Jest tyle rzeczy do odkrycia na świecie! Byłam na lodowcu! Chodziłam po lodowcu! Czułam się niczym reporter National Geographic. Spełniłam kolejne swoje dziecięce marzenia. I jakim cudem jest to mniejsze od chłopaka? Chodziłam po lodowcu i myślałam sobie, jak to możliwe, że kiedykolwiek martwiłam się o jakiegokolwiek faceta? Mogę dosłownie chodzić po lodowcu! Można robić w życiu tak wspaniałe rzeczy, można znaleźć tyle pasji i miłości w tak wielu nieoczywistych miejscach. A ja i tabuny innych dziewczyn postanawiamy aranżować swoje życie wokół chłopaka, bo przecież my jesteśmy Wenus, ale on jest słońcem.

Ja wiem, że seks się sprzedaje. Nie ma drugiej tak budzącej powszechne zainteresowanie rzeczy. Obserwowałam to wiele razy, gdy mówiłam o swoich planach zawodowych czy rozterkach dotyczących życia i duchowości, a podskórnie czułam, że mój rozmówca tylko czeka, żeby zapytać „a jak tam u pana xxx?” albo „a spotykałaś się ostatnio z kimś nowym?”. I nagle mówiąc o nowej miłostce skupiałam na sobie uwagę wszystkich w pokoju. Seks albo nawet jego nikła obietnica to temat, który spaja każde towarzystwo. Nie wiesz o czym gadać? Zacznij gadać o chłopakach! Już w trakcie swojego pierwszego mieszkania za granicą zauważyłam, że tym tematem zjednam sobie wszystkie dziewczyny, poza tymi, z którymi mogłabym zbudować trwałą relację. Przy drugiej wyprowadzce nie popełniałam już błędu i tematu relacji romantycznych unikałam, jak ognia, dopóki nie nawiązałam z kimś relacji opartej na czymkolwiek innym. Bo nie ma dla mnie nic złego w rozmawianiu o miłostkach, byle nie paraliżowały całej reszty tematów i poznawania siebie.

W (przynajmniej mojej) przestrzeni internetowej modne stało się ostatnio pojęcie decentralizacji mężczyzn. Temat podejmują oczywiście najchętniej nowo „uwolnione” singielki. Z tym, że niektóre z nich tę decentralizację przeprowadzają przez ciągłe gadanie o tym, jak bezużyteczni i beznadziejni są faceci, a inne przez zagłębianie się w swoje pasje, skupianie się na przyjaźniach czy karierze, odkrywanie siebie. Nie dość, że pierwszy zbiór jest zgorzkniałą, smutną grupą pseudofeministek to jeszcze nie sądzę, żeby osiągały zamierzony cel. Decentralizacja tematu przez wymienianie jego słabych stron jest jak niemyślenie o czerwonej piłce albo usiłowanie zasnąć odliczając czas do budzika –  nie działa. Natomiast do drugiej grupy mi znacznie bliżej, druga grupa mnie inspiruje do odkrywania samej siebie i wielu uroków życia. I po raz kolejny powiem, miłość romantyczna jest niewątpliwie wielkim, o ile nie największym szczęściem, jakie można mieć w życiu, ale im więcej szczęścia, tym więcej szczęścia. Nauczenie się doceniać innych jego aspektów, innych źródeł, nie odbiera niczego romantycznej miłości, a tylko może dodać więcej do naszego życia. Odnajdywanie piękna w spełnianiu dziecięcych marzeń, w szczerych, dobrych przyjaźniach, w rękach dziadka obierającego jabłka na kompot, w uśmiechu przypadkowego człowieka na ulicy i widoku jego uroczego psa… I stałe poszerzanie swojego świata, w którym przecież może być kilka słońc, jak nas uczy współczesna fizyka – to jest właśnie to o czym mówię i to,  czego chcę dla samej siebie, swoich przyjaciółek i ogółu dziewczyn na świecie.

Mam oczywiście też w swoim życiu bliskie kobiety, z którymi bardzo doceniam nasze głębokie rozmowy, w których temat miłostek pada na końcu, jako dodatek albo czasami nie pojawia się nawet wcale w trakcie wielu godzin spędzonych ze sobą. Czasami drugie są też pierwszymi i to też jest okej. Nic w życiu nie jest stałe. Nie atakuję dziewczyn w związkach, ani singielek, które potrzebują odrobiny nienawiści by wyleczyć się z situationshipu, nie atakuję nawet rozmów o facetach. Atakuję adaptowanie mężczyzny i idei związku, jako rdzenia kobiecej osobowości. Czuję, że jesteśmy tak wieloma innymi rzeczami niż tylko zainteresowanie losowego chłopaka. To nasze marzenia, ambicje i spojrzenie na świat są centrum nas samych, nie czyjaś atencja. Czas zacząć się też tak zachowywać, tak mówić i tak traktować!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *