Tag: tinder

  • Odzyskiwanie nadziei

    Odzyskiwanie nadziei

    Wraz z początkiem jesieni po raz kolejny rozpoczyna się cuffing season. Moi przyjaciele są już od jakiegoś czasu w parach, więc nie czuję specjalnej presji otoczenia, ale biologia jest biologią i jej wpływ odczuwam, więc odpalam po raz kolejny tindera bez większej determinacji czy wiary w tę przestrzeń internetową. Mam świadomość, że gdy mój organizm przywyknie trochę do braku słońca i braku dawek oksytocyny zapewnianych latem przez spędzanie czasu z bliskimi, pewnie znowu odinstaluję tę pogardzaną przeze mnie aplikację, ale póki co „co mi szkodzi”, jak to wiele razy mawiała moja przyjaciółka.

    Po kilku niezbyt udanych interakcjach, przypominam sobie, „co mi szkodzi”. Nie jest mi szkoda mojego czasu, mam go w tym momencie sporo, nie jest mi nawet tak bardzo szkoda mojej energii, na której brak też nie narzekam. Nie, to czego najbardziej mi szkoda, to moja nadzieja.

    Wspaniale jest być w stanie wiary w miłość, w stanie inspiracji, do poznawania nowych ludzi (niekoniecznie w kontekście romantycznym, tylko tak po prostu), w którym znajdywałam się przez niemal całą wiosnę i  lato, pewnie głównie dlatego, że wycofałam się z „rynku matrymonialnego” i po raz pierwszy w życiu naprawdę skupiłam się przez dłuższy czas na sobie dla siebie. To swoiste przepełnienie inspiracją do miłości objawia się u mnie w dostrzeganiu jej źródeł wszędzie – w przyjaźni, w rodzinie, w pasjach, w naturze, w sztuce. Jest to kompletne przeciwieństwo cynizmu, zgorzknienia czy zazdrości. Jest to stan, w którym kocham kochać miłość, kiedy para całująca się w parku wywołuje na mojej twarzy uśmiech zamiast przewrócenia oczami, a widok matek z dziećmi pod żłobkiem stawia mi w głowie pytanie „czy poślę moje dzieci do żłobka?” zamiast fatalistycznego „pewnie mi się nie uda założyć rodziny”.   

    Jako,  że nauczyłam się podsycać w sobie ten stan inspiracji przez sztukę i literaturę, jest on bardzo trwały i stabilny tak długo, jak długo nie próbuję wchodzić w interakcje z mężczyznami z zamiarem romantycznym.

    „No bo ile razy można iść na randkę, poznawać kogoś nowego, mieć jakąś nadzieję, tylko po to, żeby znowu nie kliknęło?” mówi do mnie koleżanka na początku weekendu, a ja i tak podziwiam jej nadzieję topniejącą o wiele wolniej niż moja, gdyż ja po jednej nieudanej randce nie mam przez kilka miesięcy ochoty na kolejną.

    Przyjechałam do Krakowa na weekend. Było to zaskakujące nawet dla mnie samej, albowiem przyjechałam odwiedzić znajomą, dla której nawet określenie „znajoma” było na wyrost. Widziałyśmy się wcześniej na żywo dwa razy na imprezach ponad 4 lata wcześniej, a od wtedy cały nasz kontakt ograniczał się do wymiany co jakiś czas kilku wiadomości na instagramie.  Ale tak od słowa do słowa i oto siedziałam w jej krakowskiej kuchni, a tematy nam się nie kończyły.

    Czułam, jakbyśmy znały się od dawna. Cały weekend miałam to przyjemne ciepło w sercu, które zwykle czuję w otoczeniu rodziny albo najbliższych przyjaciół. Jakiś czas temu słuchałam podcastu psycholożki Izy Skowrońskiej „Dziewczyny z Nelsons Row”, w którym Iza opowiadała, jak pojechała do Londynu do znajomych i czuła się taka mentalnie przytulona przez cały pobyt tam. Zastanawiałam się wtedy od jak dawna nie czułam w swoim życiu takiego nowego połączenia. Zdarzały mi się wcześniej takie momenty (Dzień dziecka w Warszawie, wizyta u mojej przyjaciółki w Kopenhadze 2 lata temu), ale nigdy nie była to zupełnie nowa osoba. Od dawna też nikt nowy nie sprawił, że czułam się tak widziana w rozmowie. 

    Rozmawiałyśmy o wszystkim – rodzinie, miłości, siostrzeństwie, związkach, przyjaźni, pisaniu, budowaniu swojego wymarzonego życia, studiach, mieszkaniu za granicą, książkach, muzyce i wielu, wielu innych. Świeczki się paliły, a ja czułam się tak cozy, jak tylko możliwe jest się czuć.

    Przeczuwałyśmy raczej, że będziemy się dobrze razem bawić, ale żadna z nas nie przewidziała, że tak ze sobą klikniemy. „Takie momenty przywracają mi nadzieję, że to w ogóle jest jeszcze możliwe, że to istnieje, że można po prostu z kimś tak kliknąć” powiedziała przed naszym pożegnaniem. „Niesamowite, że jest jeszcze tyle ludzi, z którymi możemy to poczuć, nie?”

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *