myśli wiele


Wyznania miłosne

Gdy po raz pierwszy i póki co jedyny w moim życiu mówiłam „kocham Cię” w kontekście romantycznym, wiedziałam, że pozostanie ono nieodwzajemnione. A jednak, prawie jak Rachel wyznawająca Rossowi miłość na krótko przed jego ślubem, czułam, że muszę to powiedzieć (na szczęście daleko mi było do toksycznej relacji z Przyjaciół, bo chłopak będący odbiorcą mojego wyznania był singlem pełną parą). Wypowiedzenie na głos tych słów przyniosło mi ulgę. Jednak wydarzenia, które nastąpiły później i moje wybory doprowadziły mnie do przykrej krainy cynizmu. Owinęłam się jego warstwą, jak kokonem, gotowa uwierzyć, że miłość jest iluzją, fantazją, złudzeniem, a nawet jeśli jest prawdziwa, to nie jest dostępna dla mnie i nie jest mi potrzebna.

Moi przyjaciele, rodzina oraz liczne komedie romantyczne mówiły, że mój cyniczny pancerz samoistnie się rozpadnie, gdy poznam „właściwego” chłopaka.

Ale lata mijały, a ja nie poznawałam nikogo, kto chciałby próbować być „tym właściwym”, a jeśli się taki zdarzył, to nie był to kandydat w kręgu moich zainteresowań. W międzyczasie zaliczyłam kilka situationshipów – prób udawania, że umiem w coś casual, trochę przekonywania się do tego, że przyjaźń + dobry seks to wszystko, czego potrzeba do udanego związku, że wcale nie istnieje ten nieuchwytny, nieco magiczny element zakochania, który biolodzy przypisują feromonom, a astrolodzy – kosmogramom. Nie działało, cyniczny pancerz zaczynał uwierać, czułam, że coś gubię, jakąś część siebie, której nie byłam jeszcze gotowa odnaleźć. Ale powoli kroczek po kroczku zbliżałam się do kolejnego wyznania, być może nawet ważniejszego:

I’m a lover girl

Gdy wreszcie to sobie powiedziałam, gdy pozwoliłam sobie znowu być romantyczna, pragnąć romantyczności, pragnąć miłości, włączać ją do swojej wizji przyszłości, zrzuciłam tę za małą skorupę cynizmu, która już zaczęła mnie dusić i poczułam się wolna.

Przez długi czas myślałam, że nie mogę być lover girl bez partnera, że będę mogła uaktywnić całą swoją romantyczność dopiero, gdy wejdę w związek. Ale to nie jest prawda. Bycie romantycznym nie zależy od statusu relacji, tylko od sposobu patrzenia na świat i odnoszenia się do niego – zauważanie magii, tam gdzie wcześniej widziało się szarość.

 I jest w tym coś kruchego i bezbronnego – w takim podejściu do życia – ale mi jest o wiele lepiej być bezbronną sobą niż tkwić w za ciasnej skorupie, która ma mnie chronić. Bądźmy vulnerable – na tym etapie życia już chyba niemal każdy został chociaż raz poważnie zraniony, nikt nie chce tego powtarzać i o ile łatwiej i przyjemniej by było, jakbyśmy pozwalali sobie być sobą i poznawali się bez tych zasłaniających nasze oblicza skorupa to z uważnością, z delikatnością, aby nie ranić siebie nawzajem.

Niezależnie od tego czy spędzasz Walentynki (czy jakikolwiek inny dzień roku) samotnie czy w duecie, jeśli jesteś lover girl/boy, to bądź. Napisz kartkę do przyjaciółki, idź na romantyczny spacer solo, spójrz na parę zakochanych nastolatków z czułością, wyobraź sobie swoje życie w jasnej, może trochę podkoloryzowanej wersji, a potem przenieś tę wersję do rzeczywistości. Ostatecznie różowe okulary można nosić zawsze, nie tylko jako ogłupiający dodatek do honeymoon phase. A kiedy nauczysz się je samodzielnie zakładać, życie po prostu stanie się lepsze.

***

Pomysły na romantyzowanie:

Jeśli macie coś do dodania do tej listy, piszcie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *